O tym, że z oczyszczalni ścieków przy ul. Wieniawskiego w centrum miasta unoszą się nieprzyjemne zapachy przekonywać nie trzeba. Wiedzą i czują to nie tylko najbliżsi sąsiedzi zakładu. Całkowite wyeliminowanie smrodu nastąpi dopiero gdy powstanie nowa oczyszczalnia.
Do tego czasu gmina może jedynie minimalizować uciążliwości zapachowe wynikające z procesu technologicznego. Mają w tym pomóc remonty na oczyszczalni, z których część już się odbyła, a część trwa.
Wybudowana przy ul. Wieniawskiego na przełomie lat 80 i 90 ubiegłego wieku, miała być tymczasową oczyszczalnią dla powstających bloków przy ul. Kwiatowej, których pierwotnie miało być kilkanaście. Ostatecznie bloków wybudowano tylko siedem, a oczyszczalnia w niezmienionej formie i z niezmienionym procesem technologicznym pracuje po dziś dzień. Tyle, że oprócz ścieków z bloków przy Kwiatowej spływają do niej fekalia z całego skanalizowanego śródmieścia i zawartość szambowozów zwożących nieczystości z szamb z prywatnych posesji. Nieprzyjemny zapach wokół oczyszczalni był chyba zawsze, ale ten rok wydaje się być przełomowy w emisji przez oczyszczalnię uciążliwych zapachów. Mieszkańcy z tego rejonu miasta nie nazywają ich smrodem tylko „odorem” i „fetorem”, a samą oczyszczalnię, o której dawno stracili dobre zdanie, nazywają „zlewnią ścieków”.
Mówili o tym na spotkaniu 22 sierpnia w urzędzie miejskim, które zorganizował burmistrz Andrzej Szafraniec. Jak wyjaśniał burmistrz, spotkanie z mieszkańcami miało służyć poinformowaniu co jest przyczyną uciążliwych zapachów, co gmina zamierza z tym zrobić, jakie są możliwości finansowe miasta w tej kwestii i wysłuchaniu uwag mieszkańców.
Dlaczego śmierdzi?
Winny jest przede wszystkim przestarzały proces technologiczny na oczyszczalni, a zwłaszcza to, że znaczna jego część odbywa się na otwartej przestrzeni, "pod chmurką", co sprzyja roznoszeniu się smrodu po bliższej i dalszej okolicy. Wyjaśniał to Wiesław Klar, kierownik Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej który zarządza oczyszczalnią.
– To technologia sprzed 25 lat, w tym czasie technika poszła do przodu. U nas wszystkie smrody wydostają się na zewnątrz, a my możemy jedynie je minimalizować Największymi generatorami przykrych zapachów są stacja zlewna i zbiorniki osadowe, i nie ma aktualnie środków i techniki aby zhermetyzować oczyszczalnię, czyli żeby ją zamknąć, by smród nie wydostawał się na zewnątrz – mówił kierownik zakładu. Kolejnym problemem jest mocne stężenie fekalii zwożonych przez wozy asenizacyjne, a takich samochodów dziennie na oczyszczalnię trafia kilkanaście, jak przekonywali mieszkańcy nawet więcej. To mocne stężenie spowodowane jest tym, że stare szamba opróżniane są zbyt rzadko, a woda która naturalnie rozcieńcza ścieki zdąży w tym czasie wsiąknąć w grunt przez nieszczelności w szambie, albo odprowadzana jest do rowów. Dlatego zawartość szambowozów nim trafi do oczyszczania musi być najpierw zmagazynowana w stacji zlewnej (i to też emituje smród), by dopiero stopniowo dodawać ją do zasadniczej masy poddawanej oczyszczaniu dostarczanej kanalizacją. Tak mocne stężenie podane wprost byłoby zabójcze dla flory bakteryjnej oczyszczającej ścieki, bo orzeska oczyszczalnia działa w oparciu o technologię biologiczną. Podobne spustoszenia w procesie technologicznym powodują nielegalne podłączenia do kanalizacji sanitarnej wód deszczowych – przy opadach deszczu na oczyszczalnię trafia niekontrolowana ilość wody, która wypłukuje florę bakteryjną.
Jak temu zaradzić?
Ponieważ przy tym procesie technologicznym nie da się całkowicie wyeliminować smrodu, pozostają jedynie remonty urządzeń, by go maksymalnie minimalizować. W. Klar poinformował, że zaczęto je wykonywać w 2009 roku – wtedy wykonano remont technologiczny pierwszego biobloku, a teraz ukończono remont drugiego biobloku. Remontowano je, by oczyszczalnia dostała zgodę na dalsze funkcjonowanie. Jeszcze w tym roku ma być zrobiony remont stacji zlewnej z montażem specjalnych filtrów, co powinno zmniejszyć emisję nieprzyjemnego zapachu. Na te prace zostało wydane w minionym okresie ponad trzysta tysięcy zł. Remonty pozwolą pracować tej oczyszczalni jeszcze przez kilka lat. Gmina musi więc wybudować nową. Już wiadomo że nie na miejscu starej przy ul. Wieniawskiego, bo na to nie zgodzą się mieszkańcy tej ulicy, co wyraźnie powiedzieli na spotkaniu. Nowa może powstać dopiero za kilka lat. Kiedy dokładnie? Nie wiadomo.
Co na to mieszkańcy?
Wyjaśnienia kierownika ZGKiM oraz burmistrza mieszkańcy będący na spotkaniu przyjęli z rozczarowaniem, czemu trudno się dziwić gdy na co dzień żyje się w smrodzie. Najlepiej oddaje to wypowiedź pana Tkocza: „To zebranie jest po to, żeby powiedzieć że nic nie można zrobić, a my chcemy teraz zmiany”. Burmistrz zapewniał, że ma pełną świadomość uciążliwości takiego sąsiedztwa obiecując, że „dołoży wszelkich starań, by w najbliższym czasie maksymalnie zmniejszyć emisję nieprzyjemnych zapachów”. Ale całkowicie wyeliminować ich się teraz nie da.
Kolejną uciążliwością na jaką skarżyli się mieszkańcy to samochody jadące w dużej ilości na oczyszczalnię i do ZGKiM – oba zakłady zlokalizowane są na końcu ulicy Wieniawskiego. Pytali m.in. czy konieczne jest zwożenie tutaj segregowanych odpadów – czyli plastikowych opakowań, makulatury i szkła odbieranych od mieszkańców. W. Klar odpowiedział, że też nie jest szczęśliwy z tego powodu, ale innego miejsca niż teren zakładu nie widzi. - Pozostawienie tych odpadów w miejscu niedozorowanym spowoduje, że zaraz ktoś tam podrzuci swoje śmieci i zrobi się dzikie wysypisko.
Na pytanie jednego z mieszkańców czy gmina może zrobić nową drogę dojazdową do zakładów, z pominięciem ul.Wieniawskiego, burmistrz Szafraniec odpowiedział, że można ją wykonać, tylko czy ma to sens skoro oczyszczalnia ma zostać zlikwidowana.
Mieszkańcy zwrócili też uwagę, że szambowozy przejeżdżając ich ulicą zachlapują ją nieczystościami wydostającymi się z beczek po najechaniu na nierówności. – Niech kierowca powiesi chociaż jakieś wiaderko, żeby tak nie brudzić – proponowano.
Pani Reske pytała z kolei, czy deklaracją z tego spotkania może być decyzja o zmniejszeniu ilości beczkowozów zwożących fekalia na oczyszczalnię, na przykład przez skierowanie ich do oczyszczalni w innych miastach. Andrzej Szafraniec odpowiedział, że jedyną gminą która być może zgodziłaby się przyjąć nasze szambowozy jest Czerwionka, ale takie rozwiązanie spowoduje, że mocno wzrosną ceny wywozu nieczystości dla mieszkańców posiadających szamba – a tych jest w Orzeszu zdecydowana większość, bo wóz asenizacyjny będzie musiał pokonać większą odległość, co wpłynie na podniesienie kosztów. Już teraz płacą oni ok. 20 zl za metr sześcienny nieczystości, gdy osoby mające kanalizację tylko 5 zł. Ale i tak najpierw musiałby się na to zgodzić burmistrz Czerwionki i tamtejsza rada miejska.
Na spotkaniu burmistrz przedstawił koncepcję rozwiązania gospodarki ściekowej dla naszego miasta. Przypomniał, że znając problem uciążliwości oczyszczalni tak w centrum miasta jak i Gardawicach oraz dalszy rozwój sieci, już w 2008 roku zlecono jej opracowanie.
Jednym z elementów koncepcji jest zastąpienie dwóch oczyszczalni jedną - w terenie niezabudowanym. Takie rozwiązanie poparła większość radnych ubiegłej kadencji rady miejskiej. Zlecono również opracowanie dokumentacji bieżących remontów oczyszczalni na Wieniawskiego, które obecnie są realizowane. Mówił również, że realizacja koncepcji uporządkowania gospodarki ściekowej dla Orzesza planowana jest i możliwa do realizacji po 2014r., a te działania zaplanowano już w obecnej uchwale budżetowej – w Wieloletniej Prognozie Finansowej.
Więcej przeczytasz w Gazecie Orzeskiej, dostępnej w punktach sprzedaży prasy.